Aleteia logoAleteia logoAleteia
środa 29/05/2024 |
Aleteia logo
Duchowość
separateurCreated with Sketch.

Sześć fragmentów Słowa Bożego, które zmieniły mnie jako mężczyznę

Mężczyzna trzyma Pismo Święte

4Max | Shutterstock

Jarosław Kumor - 30.07.23

Każdy dostał papierowe serce zgięte w pół z ukrytym w środku fragmentem Słowa Bożego. Praktyka stara jak świat… choć te kilkanaście lat temu dla mnie zupełnie nowa. Otwieram i czytam…

1Ps 139, 15: „utkany w głębi ziemi”

Ta gruba czerwona księga… Zwracałem na nią uwagę od dłuższego czasu. Stała za szybą, na poczesnym miejscu, jak w wielu domach. Nieużywana… ale dostojnie prezentująca na grzbiecie tak sakralnie brzmiące w mojej głowie dwa słowa: Pismo Święte. Jakby uświęcając swoją obecnością wnętrze domu, w którym bywało różnie.

Ile mogłem mieć lat? Może dziesięć, może dwanaście. Dziś, po latach około dwudziestu pięciu, ta sama czerwona księga leży na moim biurku. Stosunkowo stare tłumaczenie – Pallotinum, wydanie trzecie poprawione, 1990 r. Wtedy, jako dziecko, otworzyłem ją pewnego dnia, nie pamiętam dlaczego, na Psalmie 139. Urzekł mnie cały, ale w szczególności w pamięć zapadł werset 15:

Nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.

Lubię działać na zapleczu, w ciszy. Chyba dlatego już wtedy te słowa we mnie zagrały. Poetyckość języka to jedno. Pomyślałem też o mojej mamie. Do tamtej pory to w jej wnętrzu była ta moja „głębia ziemi”. Ale Bóg dopowiedział tu swoją część historii: „Znałem cię już wcześniej. Znam cię najlepiej, najgłębiej. Od samych początków”. To mogło być pierwsze doświadczenie Jego ojcowskiej bliskości. Na pewno pierwsze, w którym posłużył się swoim Słowem.

2Ps 51, 12: duch niezwyciężony

Minęło pewnie parę lat. Zaczęły się poważne spowiedzi. To była pokuta, jaką zadawano i zadaje się dość często: Psalm 51 – Król Dawid po uwiedzeniu Batszeby i posłaniu na pewną śmierć jej męża. Werset 12. w tym samym tłumaczeniu, co powyżej, ale tutaj ma to niebagatelne znaczenie:

Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!

Wyryło się. Bez dwóch zdań. W żadnym innym tłumaczeniu Pisma Świętego, z jakim miałem do czynienia, nie użyto tych słów: „odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego”. Dla chłopaka, marzącego – jak wielu – o piłkarskiej karierze, to było bardzo sugestywne. Ale tylko z wierzchu. Wiedziałem, że chodzi o ducha, który jest osadzony w Bogu i przez to niezachwiany, nieupadający tak łatwo w grzechy.

Dopiero po latach rozumiem też aspekt cielesny: niezwyciężony duch w mojej piersi – osadzony w konkretnym miejscu mojego ciała. To jest mój męski sposób przeżywania relacji z Bogiem – uruchomiona wyobraźnia, plastyczny jasny obraz, przez który jestem zdobyty.

Chcę być lepszy. Wiem to. Nie chcę więcej grzeszyć. Chcę oddychać niezwyciężonym duchem. Chcę, by mój krwiobieg napędzało czyste serce.

31 J 4, 8: „Kto nie miłuje…”

Kolejnych kilka lat do przodu. Pierwszy wyjazd na weekendowe rekolekcje. To był kurs „Nowe Życie z Bogiem”. Szkoła Nowej Ewangelizacji – jakiś zupełnie nowy obraz Kościoła, pozbawiony tego parafialnego, nieco skostniałego, schematu. A obok mnie… już chciałem napisać: pierwsza miłość. Nie, to była któraś kolejna nastoletnia miłość. Czas trochę to zamazał, ale przyznaję: byłem dosyć kochliwy. Obecność tamtej dziewczyny dawała mi mnóstwo radości, ale Bóg wkroczył w to i spotęgował radość.

Pierwszy temat kursu: miłość Boża. Każdy dostał papierowe serce zgięte w pół z ukrytym w środku fragmentem. Praktyka stara jak świat… choć te kilkanaście lat temu dla mnie zupełnie nowa. Otwieram i czytam:

Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.

Pierwsza myśl: „jakie to jest piękne i logiczne!”. Hasło „Bóg jest miłością” – oczywiście – nie było mi obce, ale było wyświechtane. Nagle stało się pełniejsze i zidentyfikowane niekoniecznie z tą nastoletnią przelotną miłością, ale z tą Bożą – rozumianą na nowo, czyli silną, stanowczą, bezinteresowną, czułą, ojcowską i matczyną zarazem – po prostu doskonałą. Treści kursu zrobiły zresztą swoje.

Tak kochać drugiego człowieka? Kolegów, którzy mnie wyśmiewali? Bliskich, dla których nie czułem się ważny? Po tym mogę poznać, że moja relacja z Bogiem jest autentyczna? Takie pytania chodziły po głowie. Dużo było we mnie zapału, żeby tak żyć. Z czasem odkrywałem, jak daleka to droga. Ale też odkrywałem, że właśnie to się liczy – ta droga stawania się coraz lepszym, nieschodzenie z niej i wracanie, nawet jeśli wydaje mi się, że odszedłem bardzo daleko.

4Rz 12, 2: „Nie bierzcie wzoru z tego świata”

Dorastanie do męskości – dla mnie to rzeczywistość mocno wspólnotowa. Na początku było jej na imię Przymierze Wojowników, potem Droga Odważnych. Można się śmiać, że egzaltacja lub że środowisko dla wybrakowanych (zdarzało się słyszeć).

Mam poczucie, że po prostu dla tych, którzy ze swojego wybrakowania zdali sobie sprawę i uznali, że to jest dla nich dobre środowisko, by nauczyć się z brakami sobie radzić, a być może formować się tu na stałe. U mnie po czasie wyszło na to pierwsze, choć był to odcinek ponad 10-letni. A fragment z Listu do Rzymian – można powiedzieć – był konstytucją tego czasu.

Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.

Napisane z marszu – z pamięci. Czytam po raz enty w życiu i stoją za tymi wskazówkami św. Pawła tak trudne często do realizacji oczywistości: kładź się wieczorem, wstawaj rano, pobądź z Bogiem, czytaj książki, przejedź kolejne 30 km na rowerze – najszybciej, jak dasz radę.

Nie szukaj wymówek. Nie oszukuj się, że nie będziesz miał czasu dla bliskich. Będziesz go miał w dobrej jakości – i dla bliskich, i dla pracy. Będziesz miał głowę gotową do decydowania odpowiedzialnie.

52 P 1, 10-11: powołanie i wybór

Po ślubie często się przeprowadzaliśmy. A to wynajem, a to z rodzicami, a to własne, ale potem sprzedane i większe. Brewiarz towarzyszył nam od początku małżeństwa. Pierwsze trzy lub cztery przeprowadzki miały jedną i tą samą pieczątkę. Sobotnia Jutrznia – pierwsza w nowym miejscu, po kolejnych, nieraz trudnych, doświadczeniach. Po psalmach przychodzi krótki fragment z innych rejonów Biblii. I w tych paru nowych miejscach zawsze wkraczały wtedy te słowa:

Bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy. W ten sposób szeroko będzie wam otworzone wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa.

Brewiarz (Liturgia Godzin) to pewien cykl. Ten fragment jest czytany przez cały Kościół co pewien czas właśnie po psalmach w ramach Jutrzni. Trafialiśmy więc i było to dla nas mocno wymowne.

Św. Piotr pomógł mi przez te zdania wzmacniać wytrwałość w powołaniu – jakkolwiek górnolotnie to nie brzmi. Przypominał, że podstawą małżeństwa nie jest romantyczność. Ona jest wypadkową pozytywnej odpowiedzi na powołanie do tego stanu, a potem wyboru tej, a nie innej osoby i wzmacniania tego wyboru. Kondycja tej naszej relacji nie może zależeć od stanu konta, warunków mieszkaniowych, zdania innych na nasz temat czy rozwodu rodziców. Piotr – ostatecznie – znał małżeństwo z autopsji.

6J 15, 16: to nie ty, tylko Ja

Najnowszy „nabytek”, choć i tak sprzed dobrych kilku lat. Zdarzało mi się (i zdarza do dziś) liderować projektom czy grupom – raczej zawsze w kontekście kościelnym. Myślałem sobie: dokonałem wyboru i służę Jezusowi. Guzik prawda:

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.

To swoją drogą ciekawe, że dopiero puentą tego zbiorku jest fragment, w którym głos zabiera sam Jezus. Słyszałem kiedyś o Nim: „najlepszy trener rozwoju, jakiego widział świat”. To oczywiście powierzchowne, ale w tym wąskim wycinku dzisiejszej ery pod nazwą rozwojówka”, dość trafne. Taka niepozorna korekta w sposobie myślenia, która de facto wywraca ten sposób. To nie tak, że ja jestem ten mądry, co wybrał właściwą drogę. To On pierwszy dokonał wyboru. Mogłem za tym pójść lub nie.

Poszedłem i to nie ma być takie na niby i ogólnie. Trwały owoc – tak to rozumiem – wyniknie z odkrycia, do czego konkretnie On mnie wybrał. Bo wybrał. Murarz, terapeuta, kreatywny tata, sportowiec itd. i jeszcze bardziej szczegółowo. Gdzie świecą mi się oczy tak bardzo, że jak zacznę to realizować, to będę lepszym człowiekiem, mężem, tatą, przyjacielem? Mówiąc bardzo ogólnie i podstawowo.

To jest taki fragment Pisma Świętego, który otwiera mi oczy na przyszłość, daje kryteria działania i kierunkuje w stronę Boga. Jestem Mu wdzięczny, bo mnie do czegoś wybrał. A dodatkowo chce mnie obdarowywać wszystkim, o co poproszę. Złota rybka? Ten, kto przynosi trwałe owoce, po prostu wie, czego chce, więc i wie, o co prosić.

Tags:
bibliamężczyznaświadectwo
Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail