Aleteia logoAleteia logoAleteia
sobota 18/05/2024 |
Aleteia logo
Duchowość
separateurCreated with Sketch.

Paweł Bębenek: zgoda na to, by oddać to, co najcenniejsze, przyniosła odwrotny efekt

Paweł Bębenek

Paweł Bębenek | Facebook

Karolina Krawczyk - 10.10.23

Okazało się, że zgoda na to, by oddać to, co mam najcenniejszego w życiu, przyniosła zupełnie odwrotny efekt, niż się spodziewałem. Mam jeszcze więcej pracy, stałem się jeszcze bardziej wrażliwy. Wszystko, co oddałem, wróciło z nawiązką – mówi muzyk, kompozytor i dyrygent Paweł Bębenek.

Budowałem na sobie

Karolina Krawczyk: Nasz wspólny znajomy powiedział mi kiedyś, że tuż przed pewnym występem modliliście się z zespołem i chórem, poprosiliście też obecnych tam kapłanów o błogosławieństwo.

Paweł Bębenek: To prawda… Po latach pracy w tej „branży” muzyków kościelnych mam taką obserwację – często zdarza się, że przy działaniach ewangelizacyjnych dzieje się coś niedobrego, pojawiają się przeszkody, przeciwności. Znam już źródło tego wszystkiego i wiem, że zazwyczaj przy organizowaniu jakiegoś modlitewnego wydarzenia czy przy tworzeniu utworu nie zabraknie kłopotów. Ale staram się skupiać na dobru, które z tego wyniknie. Przede wszystkim ufam Panu Bogu. On ma wszystko pod kontrolą. Liczba propozycji, by gdzieś pojechać i wystąpić, jest bardzo duża. Dziś, kiedy tworzę, to staram się, żeby dla mnie najważniejsze było nie moje „ja”, ale to, by opowiedzieć muzyką Prawdę.

Nie jest przypadkiem, że wielu zdolnych muzyków działających na rzecz Kościoła i w Kościele ma problemy rodzinne, wspólnotowe czy osobiste. Tacy ludzie są bardzo wrażliwi, o ile nie nadwrażliwi. Zresztą – także poza Kościołem muzycy, artyści przeżywają różnego rodzaju kryzysy. Whitney Houston, Freddie Mercury i wiele innych wybitnych postaci… Wydawać by się mogło, że mieli wszystko, oprócz… doświadczenia miłości, a raczej Miłości. Takiej miłości, która da im poczucie bliskości, czułości, bezinteresowności. Życiorysy artystów często są sobie podobne. Nie wystarczy mieć talent czy warsztat. Sam się o tym przekonałem.

W jaki sposób?

Zły duch, szatan, wykorzystywał przeróżne sytuacje w moim życiu. Zacząłem odchodzić od prawdziwych, życiodajnych więzi i budowałem na sobie. Sobie też przypisywałem dobro i piękno, którego doświadczałem. Zły przejął te relacje, a ja szybko stałem się jego niewolnikiem.

Kto, oprócz ciebie, na tym ucierpiał? Żona, dzieci?

Tak, przede wszystkim oni. Przestałem mieć kontrolę nad tym, że powinienem poświęcać im więcej czasu. Paweł Bębenek i jego twórczość stały się dla mnie ważniejsze niż Laura i nasze dzieci. Od tamtej pory uważam, że praca w tej branży jest bardzo delikatna. Trzeba się modlić za muzyków w Kościele. Ja sam modlę się za te osoby, które porzuciły kapłaństwo, duszpasterstwo, a z którymi nasze muzyczne drogi kiedyś się skrzyżowały.

Jednak nie od razu zauważałeś, że problemy mogą mieć również duchowe podłoże czy wręcz źródło. Mówiłeś, że byłeś skonfliktowany sam ze sobą.

Na początku nie byłem tego świadomy. Wchodziłem w dialog ze złem… To był mniej więcej ten czas, kiedy moje utwory zaczęły istnieć w przestrzeni publicznej. Zacząłem myśleć, że to JA jestem autorem, że to JA to stworzyłem. Pyszne i egoistyczne podejście. Próbowałem bardziej szukać siebie niż obiektywnego dobra.

View this post on Instagram

A post shared by Paweł Bębenek (@paolo_timpano)

Kiedy przyszedł moment refleksji, że coś jest nie tak?

Pan Bóg dał mi przeżyć ciekawe doświadczenie. Gdy moje ego już było bardzo duże, bo miałem bardzo dużo pracy, odbiło się to w jakiś sposób na moim zdrowiu psychicznym i fizycznym. Wtedy to dane mi było przeżyć rekolekcje ignacjańskie, które zaczęły się 8 grudnia w Starej Wsi, a zakończyły… na OIOM-ie w jednym z krakowskich szpitali.

Moje ego nie wytrzymało. Trafiłem na oddział z zapaleniem mózgu, a potem jeszcze dodatkowo z sepsą na oddział zakaźny. Mój plan na rekolekcje zakładał siedem dni. A potem zrozumiałem, że to już czas, żebym przestał planować ja, i oddał to wszystko Bogu.

40 dni rekolekcji

Ile trwały te zaplanowane przez Pana Boga rekolekcje?

Czterdzieści dni.

Rzeczywiście nie brzmi to przypadkowo.

Tak. Te „moje” rekolekcje w Starej Wsi były zupełnie nieudane. Więc to, co się wydarzyło w szpitalu, odczytuję jako działanie Opatrzności. Te czterdzieści dni spędziłem w ciszy. Jedyne, czego się uczyłem, to zaufania do innych. Byłem w każdej czynności zależny od drugiego człowieka.

Co wtedy wydarzyło się w życiu i sercu Pawła Bębenka?

Od tej medycznej, fizycznej strony to trudno mi powiedzieć, bo większość tego czasu spędziłem w śpiączce. Kiedy się wybudziłem, wszystkiego musiałem uczyć się od nowa. Nie potrafiłem chodzić, nie mogłem iść sam do toalety…

Egoista musiał doświadczyć zupełnej bezsilności i obnażenia.

Tak. Osoby, których nie znałem, przejęły całkowitą kontrolę nade mną. Była też przy mnie Laura, co było dla mnie pięknym doświadczeniem jej miłości do mnie i mojego zaufania do niej… Jak już mówiłem, uczyłem się chodzić, korzystać z toalety… A kiedy byłem już gotowy do wyjścia ze szpitala, pojawił się kolejny wyrok śmierci. Sepsa. Nawet lekarz mi wtedy powiedział: „Panie Pawle, pan ma chyba jakieś chody tam na górze, bo my już nie bardzo widzimy możliwość wyjścia z pana sytuacji”.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Wszyscy czekali w domu, a ja musiałem pokornie zostać w ciszy i być zdanym na inne osoby… Ale troszeczkę ponegocjowałem z Panem Bogiem. A że jestem radykałem w tej relacji, to oparłem się na słowie z proroka Izajasza: „Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie” (Iz 1,18). Tak właśnie zrobiłem.

Muzyk, który stracił słuch

Jak się kłóciłeś?

To było kolejne ciekawe doświadczenie. Po wyjściu ze szpitala okazało się, że… straciłem słuch. Czyli coś, co dawało utrzymanie mojej rodzinie, czym żyłem, co było moją pracą i pasją… I nagle trzeba to oddać.

Pamiętam do dzisiaj tę sytuację. Starałem się pisać muzykę do Mszy tęsknoty – tak to wtedy nazwałem. To była wielowymiarowa tęsknota: za byciem w domu, za muzyką, za tym, co kocham. Muzyka jest dla mnie życiodajna, daje mi wielką, także wewnętrzną, radość. Jest dla mnie nie tylko prezentem, ale też niejako „dzieckiem”.

Wiesz, z zapalenia mózgu wychodzi się najczęściej na wózku albo w stanie wegetatywnym. Wiedząc, że już nie będę mógł używać słuchu, po tych czterdziestu dniach powiedziałem Panu Bogu: Skoro mnie już z tego wyciągnąłeś, skoro uważasz, że lepsze jest dla mnie to, żebym nie miał słuchu, to go sobie weź… Postanowiłem wtedy, że mam jeszcze wzrok, a moja wyobraźnia wciąż działa. W ten sposób powstała część moich utworów – właśnie w wyobraźni. Nie mogłem tego słyszeć, ale nuty i tak zapisywałem.

Okazało się, że zgoda na to, by oddać to, co mam najcenniejszego w życiu, przyniosła zupełnie odwrotny efekt, niż się spodziewałem. Mam jeszcze więcej pracy, stałem się jeszcze bardziej wrażliwy. Wszystko, co oddałem, wróciło z nawiązką. Z drżeniem serca myślę o następnych projektach, które na mnie czekają.

Słucham twojej historii i myślę, że to jest historia „przetrąconego biodra”, jak u Jakuba. Siłowałeś się z Bogiem.

I chyba robię to nieustannie. W dniu, kiedy wyszedłem ze szpitala, w Kościele była czytana historia o… nawróceniu św. Pawła. Poza tym mam ciekawych patronów, którzy – ufam – modlą się za mnie i wspierają mnie duchowo. To nie tylko św. Paweł, ale też Mała Tereska (bo byłem ochrzczony 1 października), Rafał Kalinowski (bo mamy urodziny tego samego dnia) i Dominik od bierzmowania. Z takim „zestawem” świętych trudno nie oddać Bogu swojego życia i ufać Mu, nawet w trudnych i kryzysowych momentach.

Tags:
muzyka chrześcijańskaświadectwozdrowie
Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail