Aleteia logoAleteia logoAleteia
sobota 18/05/2024 |
Aleteia logo
Duchowość
separateurCreated with Sketch.

Chciwość zamyka nas na drugiego. Jak ją leczyć?

Kobieta przyciska do siebie prezent i nie chce się nim podzielić

Khosro | Shutterstock

Ks. Michał Lubowicki - 07.07.23

Chciwość to postawa, w ramach której dajemy sobie prawo do zaspokajania swoich pragnień tu i teraz, za wszelką cenę, bez liczenia się z kimkolwiek i czymkolwiek. Nieubłaganie zamyka nas na drugiego.

Wszyscy zapewne pamiętamy Jezusową przypowieść o bogaczu i Łazarzu, który okryty wrzodami leżał u bram pałacu bogacza. Po śmierci bogacz ląduje w piekle, gdzie cierpi męki, a Łazarz w niebie – a dokładniej: na łonie Abrahama (por. Łk 16,19-31). Właśnie ten szczegół – że Łazarz w niebie spoczywa na łonie Abrahama – jest dla nas wyjątkowo istotny. A to dlatego, że wspomniany tu praojciec Abraham był najpewniej nieporównywalnie bogatszy od nieszczęsnego bogacza (jako bardzo majętnego człowieka opisuje go Księga Rodzaju).

To zaś nie pozwala nam zinterpretować przypowieści w uproszczony sposób – posiadanie bogactw jest złe, bycie biednym jest dobre. Formalnie bogacz nie zrobił nic złego. Przynajmniej nic takiego nie sugeruje Autor przypowieści. Nie słyszymy, aby swój majątek zgromadził za pomocą kradzieży, rozbojów, czy oszustw. Owszem, dobrze się ubiera i dzień w dzień świetnie się bawi. Ale to także nie jest jeszcze samo w sobie naganne moralnie. Jego problem tkwi nie w tym co zrobił i co ma, ale w tym, czego nie zrobił z tym, co miał. Krótko mówiąc: jego problemem była chciwość – drugi z katalogu grzechów głównych.

Co to jest chciwość?

Grzech chciwości nie polega wcale na tym, że się dużo posiada. Ani na tym, że chce się posiadać więcej. Problematyczne nie jest samo posiadanie. Wszystkich nas nauczono, że ważniejsze jest „być” niż „mieć”. A jednocześnie wszyscy doświadczamy tego, że szalenie trudno być nie mając, lub mając w niedostatku. Potrzebujemy mieć, aby czuć się bezpiecznie. Problem z chciwością zaczyna się wtedy, gdy z naszej potrzeby, aby mieć, godzimy się uczynić podstawowy punkt odniesienia i fundament naszych relacji ze światem.

Dramat chciwości zaczyna się wówczas, gdy odmawiamy zgody na to, by nasze pragnienia, potrzeby, zachcianki nie zostały wszystkie i natychmiast zaspokojone – kiedy swojemu głodnemu (niekoniecznie tylko dóbr materialnych) „ja” przyznajemy prawo do natychmiastowego zaspokojenia i satysfakcji bez względu na cokolwiek i kogokolwiek. Nic dziwnego, że chciwość pojawia się na liście grzechów głównych już na drugiej pozycji, zaraz za pychą, skoro ostatecznie sprowadza się do skrajnego egocentryzmu i egoizmu: Ja liczę się przede wszystkim. Moje potrzeby są absolutnie priorytetowe. Moje prawo do zaspokojenia siebie jest niepodważalne i uprzednie wobec czyichkolwiek innych praw.

Z co najmniej kilku powodów chciwość jest pułapką wyjątkowo trudną do ominięcia i matnią, z której wcale nie tak prosto się wyrwać. Po pierwsze – żeruje na naszym strachu, obawach i lękach („Muszę mieć, wziąć, zdobyć, zaoszczędzić, bo jeśli ja o siebie nie zadbam, to nikt o mnie nie zadba”).

Chciwość będzie też często grać na wrażliwej strunie naszego poczucia odpowiedzialności za innych (rodziców za dzieci, szefa za podwładnych i ogólny dobrostan przedsiębiorstwa, proboszcza za parafię itd.). Po drugie – jak mówi stare przysłowie: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Niejednokrotnie też sztucznie podsycany porównywaniem się do innych, od którego mało kto z nas jest całkowicie wolny. Zawsze ta nieszczęsna trawa w ogródku sąsiada będzie wydawała się jakaś taka bardziej zielona i bujna…

Po trzecie (poniekąd związane z drugim) – im mniej mamy kontaktu ze sobą, tym mniejsza jest nasza świadomość, że generalnie – jako ludzie – nosimy w sobie pragnienia i potrzeby, których świat doczesny nie jest i nigdy nie będzie w stanie całkowicie zaspokoić. Zaś im mniejsza jest nasza świadomość tego stanu rzeczy, tym rozpaczliwiej staramy się owo zaspokojenie osiągnąć. W efekcie przestajemy oglądać się na cokolwiek i kogokolwiek, a świat i ludzie niepostrzeżenie (ale tragicznie skutecznie) stają się w naszych oczach czymś do zagarnięcia i zjedzenia. Tracimy poczucie bycia obdarowanymi, a wraz z nim zdolność do radości z tego, co mamy.

Bolesna wyrwa po radości stanowi zaś w naszym życiu zaproszenie dla wszystkich możliwych grzechów – ból pustki jest tak dojmujący, że spróbujemy zapchać tę wyrwę i uśmierzyć ów ból czymkolwiek. To dlatego chciwość nieodmiennie będzie nas popychała do nieuczciwości, krzywdzenia innych i okrucieństwa. A to są wszystko sprawy, do których szalenie trudno jest nam się przyznać, bo każdy z nas pragnie myśleć o sobie, że jest tzw. dobrym człowiekiem.

Na dodatek wyrządzoną przez nas innym krzywdę odczuwają raczej oni, nie my. My mamy akurat chwilowe poczucie zaspokojenia i satysfakcji. Doskwierać nam będzie raczej to, z czym sami się źle czujemy. I o to najczęściej będziemy się oskarżać – choćby w rachunku sumienia czy w spowiedzi. Z naszą chciwością natomiast jest nam zazwyczaj doraźnie dobrze, więc łatwo przyjdzie nam ją usprawiedliwiać: Wszyscy tak robią; Inaczej się nie da; Bez tego byłbym nieszczęśliwy; Właściwie, to musiałem/muszę…

Gdybyśmy chcieli ująć problem chciwości w zwięzłą definicję, to brzmiałaby ona mniej więcej tak: Chciwość to postawa wobec świata i ludzi, w ramach której dajemy sobie prawo do zaspokajania swoich pragnień tu i teraz, za wszelką cenę, bez liczenia się z kimkolwiek i czymkolwiek. Chciwość nieubłaganie zamyka nas na drugiego – potrzebującego. Bo skoro moje potrzeby/pragnienia są najważniejsze, a jednocześnie nieskończone, to na potrzeby drugiego po prostu nie ma już miejsca.

Czy jestem chciwcem?

Jak rozpoznać, czy chciwość jest moim problemem? Bardzo prosto. Najlepiej (i najmądrzej) z góry założyć, że jest. Jak już powiedzieliśmy – żeruje ona na zbyt podstawowych instynktach naszej natury, by ktokolwiek z nas mógł się uważać za bezpiecznego i wolnego od jej podstępów.

Trzeba sobie powiedzieć: Jestem chciwy. Nie chcę uznać, że nie wszystkie moje pragnienia wymagają/są możliwe do zaspokojenia teraz, zaraz, natychmiast. Nie mam ochoty się z tym pogodzić. Daję sobie prawo do sięgania po to, co chcę mieć, bez oglądania się na prawa i potrzeby innych. Usprawiedliwiam krzywdzenie ludzi i swoje nieuczciwości, lekceważąc stan faktyczny na rzecz mojego dobrego samopoczucia. Pewnie jest tak, że im trudniej mi to sobie powiedzieć, tym mój problem z chciwością jest większy.

Jak się leczyć z chciwości?

Na pewno nie pytając się: Ile mam? Dużo czy mało? Wystarczająco czy niewystarczająco? To nie są pytania, które gdziekolwiek nas doprowadzą. Jest natomiast inne pytanie, które – jeśli je sobie rzeczywiście uczciwie zadamy i nie uciekniemy od próby udzielenia na nie rzetelnej, konkretnej odpowiedzi – ma spore szanse stanowić antidotum na naszą chciwość. Jak ono brzmi? Niech podpowie nam człowiek, który w życiu postawił na przeciwieństwo chciwości:

Postępował jak biedak bardzo bogaty. Żeby móc jakoś wspierać ubogich, w czasie wielkiego zimna prosił ludzi bogatych o użyczenie mu płaszcza lub kożuszka. A gdy oni z pobożności jak najchętniej spełniali jego prośbę, mówił im: „W takim znaczeniu przyjmę to od was, że już mi tego z powrotem nie odbierzecie.” A potem, kiedy tylko kogoś z ubogich napotkał, zaraz z weselem i radością okrywał biedaka tym, co był otrzymał. (br. Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka z Asyżu, rozdz. XXVIII)

Po zdjęciu szaty z żebraczego worka nagi został położony na ziemi. Jak zwykle twarz skierował ku niebu i cały wpatrywał się w jego chwałę (…) Synowie, widząc to, zalewali się łzami i głęboko wzdychali, poddając się wielkiemu bólowi współczucia. Tymczasem jego gwardian zdławił jakoś szlochanie i za natchnieniem boskim poznawszy istotne życzenie Świętego, szybko wstał i wziąwszy tunikę razem ze spodniami oraz workowaty kapturek, powiedział do ojca: „Wiedz, że tę tunikę i spodnie oraz kapturek z rozkazu świętego posłuszeństwa ja ci pożyczam! Ale, żebyś wiedział, że nie masz do nich żadnego prawa posiadania, odbieram ci możność dania ich komukolwiek.” Święty ucieszył się i uradował całym sercem, ponieważ widział, że dotrzymał wiary Pani Ubóstwu aż do końca. Albowiem z gorliwością dla ubóstwa zrobił wszystko tak, żeby na końcu nie mieć nawet własnego habitu, ale niejako pożyczony przez kogoś innego. (br. Tomasz z Celano, Życiorys drugi św. Franciszka z Asyżu, rozdz. CLXII)

Warto może podkreślić, że dla Franciszka ubóstwo, bycie biednym nie było – wbrew pozorom – wartością samą w sobie. Jego wybór ubóstwa wynikał z konsekwentnej odmowy uczestniczenia w budowaniu i podtrzymywaniu ładu społecznego opartego na posiadaniu, w którym człowiek o tyle miał wartość, i ile posiadał (pieniądze, ziemię, własność, wykształcenie, pozycję społeczną, zaszczyty, tytuły etc.). Franciszek chciał budować fraternitas (łac. braterstwo – do końca życia tym i tylko tym słowem określał założony przez siebie zakon). Uparł się żyć tym, do czego człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga Jednego w Trójcy – relacjami i w relacjach. Dlatego najważniejszym dla niego pytaniem odnośnie posiadania nie było pytanie: Ile mam? Ale pytanie: Czyje jest to, co mam?

Czyje jest to, co mam? Kto potrzebuje tego, czym ja dzisiaj dysponuję? Kto tego potrzebując, ma prawo na mnie liczyć? Jeśli nie uciekniemy od tych pytań w akademickie dywagacje o globalnej ekonomii i sprawiedliwości społecznej, a odniesiemy je do konkretu swojego najbliższego otoczenia – sąsiedztwa, środowiska pracy, parafii, wspólnoty – tych mikrospołeczności, w których rzeczywiście na co dzień funkcjonujemy – to uczciwe i przełożone na próbę praktycznego działania odpowiedzi mają szanse krok po kroku wyprowadzać nas z labiryntu chciwości.

Co konkretnie robić?

Warto założyć z góry, że ponieważ chciwość żeruje przede wszystkim na naszych obawach, to niemal każda praktyczna próba przeciwdziałania jej będzie wymagała od nas przezwyciężania swojego strachu. Co mogę zrobić, by leczyć swoją chciwość?

  • Modlić się o wolność od chciwości. Choćby i tymi słowami Pisma Świętego: „Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym; bym syty nie stał się niewiernym, nie rzekł: A któż jest Pan? lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać” (Prz 30:8b-9).
  • Praktykować post, a odmówione sobie (i oszczędzone w ten sposób) dobro (pieniądze, czas) uczynić jałmużną. Najlepiej, żeby to były małe, ale regularne posty – choćby i te co piątkowe, a jałmużna natychmiastowa.
  • Co jakiś czas zrezygnować z tego, co chciałbym i mógłbym sobie sprawić. Powiedzieć sobie: OK, to jest dobre, fajne, chciałbym, ale nie muszę tego mieć.
  • Regularnie (przynajmniej raz w miesiącu) robić sobie ćwiczenie pod tytułem: „Gdybym jutro miał się obudzić tylko z tym, za co dzisiaj podziękowałem?” – celebrować świadomość obdarowania, radość i wdzięczność. Z długopisem i kartką w ręce.
  • Wystrzegać się drobnych nieuczciwości. Zwrócić źle wydaną resztę, choćby trzeba się było cofnąć z parkingu do kasy. Natychmiast sprostować, kiedy przypiszą mi cudzą zasługę.
  • Jeśli złapię się na tym, że sprawia mi satysfakcję cudza zazdrość, to – o ile to tylko możliwe – pozbyć się tego, co ją wzbudza. Jeśli to niemożliwe, zadbać konkretnymi czynami i słowami o serdeczną relację z tym kimś.
  • Unikać krytykowania tego, co inni mają. Nie umniejszać. Nie psuć radości.
  • Rzetelnie dbać o to, by moje rozrywki przynajmniej w połowie polegały na byciu (gdzieś z kimś), a nie na wchodzeniu w posiadanie/ konsumowaniu czegoś.

Tags:
grzechrelacje
Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail