Aleteia logoAleteia logoAleteia
piątek 14/06/2024 |
Aleteia logo
Duchowość
separateurCreated with Sketch.

Jak prawdziwie żyć po chrześcijańsku i dobrze przeżyć niedzielę? [komentarz do Ewangelii]

kobieta trzyma w dłoniach krzyż i wznosi go w kierunku słońca

Tinnakorn jorruang | Shutterstock

O. Włodzimierz Zatorski OSB - 07.08.22

Zobaczmy – dzisiaj jest niedziela, dzień Pański. Czy poświęcamy go Panu Bogu? Oczywiście jesteśmy na mszy świętej, ale czy to wystarczy, aby dzień był poświęcony Panu?

Gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze

Gdzie jest nasz skarb, czego oczekujemy, jaka jest nasza nadzieja? To są podstawowe pytania, jakie musimy sobie zadawać w naszym chrześcijańskim życiu.

Zazwyczaj ludzie wierzący martwią się o to, jak mają postępować, co jest dobre, a co złe, co wolno czynić, a czego nie wolno. Tak nas wychowywano w domu i na katechezie. Jest to zresztą zrozumiałe w przypadku małych dzieci, bo im trzeba bardzo wyraźnie mówić, co jest dobre, a co złe.

Zrozumienie powodów, dla których coś jest dobre lub złe, przychodzi później. Potrzeba do tego doświadczenia. Czasem w okresie młodzieńczym następuje bunt przeciw moralnym wartościom, które przekazuje starsze pokolenie. Młodzi sami chcą poznać wartość życia, chcą poznać wszystko, czasem nawet to, co wyraźnie jest określane jako złe.

Takie doświadczenia nie przynoszą szczęścia, a bywa i tak, że prowadzą do ciężkich konsekwencji życiowych, a nawet tragedii. Dopiero mądra refleksja pozwala poznać błąd i uznać sprawdzone już od wieków wartości. Gorzej jednak, jeżeli i przykre doświadczenie do niczego nie doprowadziło i człowiek jedynie zamyka się w urazie i pretensji do świata.

Co jest naprawdę ważne

Okazuje się, że człowiek musi sam dojść do tego, co jest dla niego ważne. Dopiero wtedy może prawdziwie żyć tą wartością. Trzeba odkryć, gdzie jest prawdziwy skarb, poznać jego rzetelność, aby pójść za nim autentycznie, aby przylgnąć sercem. Jeżeli coś jest dla człowieka zewnętrzne, obce, to będzie podchodził do tego jak najemnik.

To trochę tak jak w socjalistycznym podejściu do pracy: robić tak, aby się jak najmniej napracować, a jeszcze, jeżeli jest to możliwe, wziąć z zakładu, ile się tylko da. Taki właśnie jest ów zły sługa z Ewangelii, który jedynie korzysta z okazji, by używać dóbr swego pana. Ale to wszystko do czasu. Przypowieść wyraźnie mówi o końcu takiego kombinowania. Ostatecznie trzeba będzie z tego wszystkiego zdać sprawę!

Na czym w istocie polega różnica pomiędzy dobrym a złym sługą? Na ich nadziei. Jeden wytrwale czeka na swojego pana, bo spodziewa się jego nadejścia lada chwila. Zły sługa ma nadzieję, że pan się opóźni i będzie mógł jeszcze trochę użyć świata, że sam będzie panem. Jedynie mocna nadzieja pozwala człowiekowi wytrwać w próbach i pokusach.

Nadzieja, która bierze się z osobistego umiłowania. Dobry sługa tak wytrwale wyczekuje pana nie dlatego, że się go boi, ale dlatego, że go kocha, czuje się z nim związany. Pan jest dla niego kimś bliskim i dlatego tęskni za nim, jego serce jest przy panu.

Dla złego sługi pan jest kimś obcym, kimś, kto jedynie wymaga, nakazuje lub zakazuje, i dlatego ma nadzieję, że nie przyjdzie szybko. Jego serce jest skierowane ku dobrom tego świata, bo skarby, jakie dostrzega, ograniczają się do tego, co można tutaj osiągnąć. Ale przemija postać tego świata, jak pisze św. Paweł (zob. 1 Kor 7,31; por. 2 Kor 4,18), a razem ze światem przemija jego pożądliwość, czyli wszystko to, czego człowiek tutaj pożąda, dopowiada św. Jan (1 J 2,17).

Prawdziwie żyć po chrześcijańsku

Aby prawdziwie żyć po chrześcijańsku, trzeba patrzeć dalej niż tylko na to, co widzialne. Trzeba mieć nadzieję zakorzenioną w przyszłym życiu, z utęsknieniem oczekiwać tego, co nadejdzie.

List do Hebrajczyków przedstawia wzory ludzi wierzących. Pierwszym jest Abraham, ojciec wierzących, jak go nazywa cała tradycja. Wiara stanowiła dla niego siłę wytrwania, przez nią prawdziwie spotkał się z Bogiem i mimo że nie doczekał się pełni realizacji Bożej obietnicy, w wierze otrzymał porękę tych dóbr, których się spodziewał, wiara stała się dla niego dowodem tych rzeczywistości, których nie widział (zob. Hbr 11,1).

Nie chodzi tutaj o marzycielstwo. Wiara nie jest naiwnym idealizmem, ona jest poręką! W jaki sposób jest poręką, skoro nie widzimy? Przez doświadczenie życiowe. Abraham rzeczywiście doświadczył opieki Boga, który mu obiecał taką opiekę. Każde zawierzenie Bogu przyniosło w jego życiu pozytywne doświadczenie, mimo że po ludzku jego wiara wydawała się zupełnie bezsensowna.

Ale to jest możliwe jedynie wówczas, gdy wiara jest żywą więzią z Bogiem, a nie jedynie przyjęciem jakichś prawd czy zasad moralnych. Abraham zawierzył Bożym obietnicom i przez to doświadczał Boga, a nie tylko uznawał za słuszny pogląd, że Bóg istnieje. I właśnie ta jego wiara, konkretne zawierzenie Bogu w swoim życiu, stanowi dla nas wzór naszej wiary. Właśnie taka wiara stanowi porękę i dowód, tylko ona pozwoli przetrwać w godzinie próby.

Próby, zwątpienia, pokusy

Otóż każdy w swojej wierze przechodzi próbę, przychodzą zwątpienia, pokusy… W nich się okazuje, na ile rzeczywiście nasze serce jest przy Bogu, a na ile stale jesteśmy jedynie najemnikami. Bóg zna nasze serca i właściwie Jemu nie potrzeba takiej próby, ona jest potrzebna nam, abyśmy sami zobaczyli, gdzie jest nasze serce.

Często bowiem żyjemy ułudą, że szukamy Boga, że jesteśmy wierzącymi. Doświadczenie pokazuje, że z byle powodu łatwo pozostawiamy naszą wiarę, aby pójść za ułudami tego świata. To właśnie próba nam pokazuje, kim jesteśmy. Czas, jaki Bóg nam daje po niej, to czas na refleksję, czas na prawdziwy wybór serca.

Jak przeżywasz niedzielę?

Zobaczmy – dzisiaj jest niedziela, dzień Pański. Czy poświęcamy go Panu Bogu? Oczywiście jesteśmy na mszy świętej, ale czy to wystarczy, aby dzień był poświęcony Panu? Czy sięgamy po Jego Słowo, Pismo Święte? Ile czasu się modlimy, a ile poświęcamy np. telewizji?

Oczywiście jest nam potrzebny odpoczynek, ale czego w tym odpoczynku szukamy? Czy nie warto wyjść do lasu na spacer i zachwycić się pięknem przyrody, tej wielkiej księgi natury, którą Bóg nam dał? Taki zachwyt jest najprostszą formą modlitwy. Odpoczynek staje się w ten sposób czasem przeżywanym przed Bogiem.

Ile czasu poświęcamy na prawdziwe spotkanie z drugim? Pan Jezus przecież wyraźnie nam mówi, że to w drugim przede wszystkim spotykamy się z Nim; to, co czynimy drugiemu człowiekowi, Jemu samemu czynimy.

Ile czasu poświęcamy na prawdziwe spotkanie i rozmowy w rodzinie? Ile czasu poświęcamy dzieciom, rodzicom, współmałżonkowi? Zobaczmy, Bóg dał nam sakrament małżeństwa! Co to jest sakrament? To znak, który realizuje to, co oznacza. A co oznacza małżeństwo? Oznacza miłość, i to miłość Boga do człowieka, Chrystusa do swojego Kościoła.

To jest nam dane do spotkania w małżeństwie, które jest sakramentem, czyli żywą obecnością tej miłości. Bóg to nam daje, ale my tego doświadczamy, gdy podejmujemy ten dar i współpracujemy z nim, to znaczy gdy podchodzimy do siebie jak do wzajemnego daru od Boga. Wtedy także otwieramy się na Boga i nasz czas staje się czasem poświęconym Bogu, bo przeżywamy go w nadziei odkrycia tego, co On nam daje, otwieramy się na łaskę przez Niego udzieloną.

Ale wszystkie te sposoby otwierania się na Boga obecne w naszym życiu stają się żywe i autentyczne tylko wtedy, gdy znajdziemy nieco czasu, który wyłącznie Jemu poświęcimy, czasu na osobistą modlitwę. W tym osobistym spotkaniu uczymy się rozpoznawać Jego niewidzialną obecność. Sami w ten sposób stajemy się tymi, którzy nie widząc, z wytrwałością oczekują nadejścia Pana i Jego królestwa.

Czytania: Mdr 18,6–9; Hbr 11,1–2.8–19; Łk 12,32–48

Jest to fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 4: Okres zwykły 12-23 tydzień” ojca Włodzimierza Zatorski OSB, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów. Tytuł, lead, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji Aleteia.pl.

Tags:
chrześcijaństworozwój duchowyświętowanie niedzieli
Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail