Aleteia logoAleteia logoAleteia
środa 10/08/2022 |
Aleteia logo
Kultura
separateurCreated with Sketch.

Rodzice, dziecko, media społecznościowe. Rachunek sumienia

wizerunek dziecka w mediach społecznościowych

Nicoleta Ionescu | Shutterstock

Marta Brzezińska-Waleszczyk - 15.07.22

„W dobie Facebooka dorośli, którzy nie dbają o własną prywatność, nie dbają również o prywatność swoich dzieci”. A ty, rodzicu, na ile wpuszczasz innych do swojego życia?

Rozkoszne bobaski. Uśmiechnięte, umorusane dżemem jagodowym buźki. Golaski na plaży albo na basenie. Ale też dzieci na nocniku. Podczas kąpieli. Zalane łzami. Z grymasem twarzy sugerującym rozpaczliwy krzyk albo wielką złość.

Dzieci w sieci

W internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, nietrudno znaleźć takie ujęcia. Wiele z nich wrzucają sami… rodzice. W dobie blogów parentingowych, których twórcy budują zasięgi na pokazywaniu internautom prywatnego życia (swojego i dzieci) od podszewki, upublicznianie wizerunku dzieci wydaje się oczywiste. Ot, kadry z życia szczęśliwej rodzinki. „Pocztówki” z wakacji. Duma z osiągnięć potomków.

Pytanie tylko – czy ktoś pytał te dzieci, czy one chcą, by publikować ich zdjęcia?

Niewinne rodzinne fotki

Oczywiście, może ktoś zapytać, co bobas albo nawet kilkulatek o tym wie. Internet, prywatność, wizerunek to dla niego abstrakcyjne pojęcia. Poza tym, co mu zależy. W dodatku, jeśli to „tylko” niewinne fotografie z codziennego życia przeciętnej rodziny bez większych problemów. Nie mówimy przecież o skrajnościach, fotografiach naruszających godność dzieci.

Ale nadal pytaniem bez odpowiedzi pozostaje to o zgodę dzieci na publikację ich wizerunku. I o konsekwencję publikacji. O to, czy te uśmiechnięte, rozkoszne bobaski sfotografowane podczas posiłków, zabawy, kąpieli, szczerzące się w bezzębnych uśmiechach, jako nastolatki, dorośli będą zadowoleni z faktu upubliczniania ich wizerunku?

Telewizja, internet autorytetem rodziców

Punktem wyjścia do refleksji nad problemem stała jest głośna książka Anny Golus Superniania kontra trzyletni Antoś. Jak telewizja uczy wychowania dzieci. Głośna, bo tytułowa Superniania, której wątpliwe (delikatnie mówiąc) metody wychowawcze autorka analizuje z chirurgiczną precyzją, już zapowiedziała złożenie przeciw niej pozwu sądowego.

Nie chcę zagłębiać się w spór między telewizyjną „ekspertką” a autorką książki. Jej lektura była jednak porażająca. Skłoniła do przemyślenia kwestii prawa dzieci do ochrony ich prywatności (i tego, jak to wygląda w praktyce). Do przemyślenia tego, co widzę co dzień na Facebooku czy instagramowych kontach blogerów parentingowych. I – co najtrudniejsze – do osobistego rachunku sumienia jako rodzica działającego w przestrzeni medialnej.

Mamo, skasuj to zdjęcie!

Nie publikuję zdjęć dziecka w niezręcznych sytuacjach. Nigdy nie upubliczniłam fotografii, która naruszałaby jego godność czy świadczyła o braku szacunku do niego. Ale jednocześnie niczym echo wraca pytanie, na które boję się usłyszeć odpowiedź. Bo być może dziś nie byłaby ona kategoryczna. Ale czy za kilka lat, gdy ten dorastający człowiek pójdzie do szkoły, liceum, na studia nadal będzie mu obojętne, jakie jego fotografie można wyszperać w czeluściach internetu, social mediach jego rodziców? Czy nie staną się przyczynkiem do „niewinnych” żartów, a może bardziej bolesnego wyśmiewania przez rówieśników?

Dziecko w mediach społecznościowych

Piszę o fotografii, a przecież naruszenie prawa dzieci do ochrony ich wizerunku odbywa się w przestrzeni publicznej na znacznie większą skalę. Nie tylko w mediach społecznościowych, ale rozmaitych telewizyjnych programach, pseudodokumentach, realityshow, talent show, których wysyp nastąpił po tytułowej „Superniani”. Golus pisze:

Teoretycznie więc prawo chroni prywatność osób niepełnoletnich, ale w praktyce rodzice mogą dysponować wizerunkiem i innymi dobrami osobistymi swojego dziecka w sposób niemal nieograniczony. Jedyne bezwzględne ograniczenie dotyczy w naszym kraju tworzenia i rozpowszechniania dziecięcej pornografii. Poza tym wyjątkiem rodzice i prawni opiekunowie naruszają dobra osobiste swoich dzieci właściwie powszechnie – najczęściej samodzielnie, publikując zdjęcia i filmy w mediach społecznościowych, a niekiedy za pośrednictwem telewizji, przez zgłoszenie ich do udziału w najróżniejszych programach reality TV.

Golus smutno podsumowuje:

Świadomość istnienia prawa dziecka do prywatności (podobnie zresztą jak wielu innych praw) jest bowiem wśród rodziców bardzo mała. W dobie Facebooka i innych mediów społecznościowychdorośli, którzy nie dbają o własną prywatność, nie dbają również o prywatność swoich dzieci i bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się nad potencjalnymi konsekwencjami, upubliczniają w internecie niekiedy najintymniejsze szczegóły życia całej swojej rodziny.

Karny jeżyk to przeszłość?

Po lekturze książki Golus mam jeszcze jedną przygnębiającą refleksję. Wprawdzie program Superniania już dawno wypadł z telewizyjnej ramówki, a podobne reality show z udziałem dzieci też się „przejadły”, pozostaje pytanie, na ile prezentowane przez podobnych telewizyjnych „ekspertów” metody wychowawcze przyjęły się i upowszechniły wśród rodziców, opiekunów, w placówkach wychowawczych…

Karny jeżyk odszedł do lamusa? Mogłoby się wydawać, że tak, a jednak… Sytuacja z jednego z warszawskich (nie gdzieś na tzw. prowincji) przedszkoli, o której opowiedziała mi przyjaciółka, poraża. Nauczycielka przedszkola podczas rozmowy z rodzicem zaniepokojonym relacjami dziecka usłyszała zapewniania, że „karnych jeżyków ani niczego podobnego nie ma”. Na te słowa kilkuletnie dziecko zaczęło płakać: „Mamusiu, pani kazała mi siedzieć na karnej ławce jak rozrabiałem na placu zabaw, a w sali odsyła mnie za karę do stolika”.

Tata kocha za darmo czy za „coś”

Karna ławka (czy siedzenie przy stoliku) to przecież to samo. Wątpliwy time out, tylko w zmodyfikowanej wersji. To zresztą niejedyny przykład upowszechnienia stosowanych w podobnych programach metod wychowawczych.

Sharenting, ignorowanie dziecka, mówienie o nim przy nim z pomijaniem go… Metoda kija i marchewki, choć w ugładzonym wydaniu, przez zbieranie punktów (magnesów, naklejek etc.), to nic innego jak lekcja warunkowej miłości.

To jak, karny jeżyk odszedł w niepamięć? Warto to przemyśleć, uczciwie analizując swoje zachowania względem dzieci. A przede wszystkim zastanowić się, na ile pozwalamy obcym ludziom zaglądać do naszych domów (i dziecięcych pokoi) otwierając szeroko drzwi w social mediach… 

*Anna Golus, „Superniania kontra trzyletni Antoś. Jak telewizja uczy wychowania dzieci”, Krytyka Polityczna 2022

Tags:
dzieckomedia społecznościowerodzice
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail